
Jeden dzień, który trwał dziewięć dni
Dziewięć dni, różne języki, kilkanaście historii i grupa dziewczyn, które na początku znały się głównie z ekranu. Spotkały się w Połchowie, ale szybko przestały być dla siebie polską i ukraińską grupą. Wspólnie gotowały, malowały, robiły zdjęcia, nagrywały filmy, poznawały Gdańsk i Kaszuby. A kiedy nadszedł czas pożegnania, okazało się, że najtrudniej będzie rozstać się nie z projektem, ale z ludźmi, których poznały zaledwie dziewięć dni wcześniej.
11 września ukraińska grupa przyjechała do Gdańska. Dziewczyny znały już swoje polskie koleżanki z kilku wcześniejszych spotkań online. Wiedziały, z kim będą pracować, miały za sobą pierwsze rozmowy i wspólne przygotowania. Ale rozmowa przez ekran to jednak coś innego niż dziewięć dni spędzonych razem – od śniadania do wieczornych rozmów, z podróżami, warsztatami, gotowaniem i zwyczajnym byciem obok siebie.
Tego samego dnia grupa dotarła do Połchowa. Wieczorem spotkała się przy ognisku. Były gry, rozmowy, śmiech i pierwsze próby odnalezienia wspólnego języka. Polski mieszał się z ukraińskim, czasem pojawiał się angielski, a kiedy brakowało słów – pomagały gesty i mimika. Początkowa nieśmiałość powoli znikała.
Tak rozpoczęła się polsko-ukraińska wymiana młodzieży „Jeden dzień: Równoległe światy”, zrealizowana przez Stowarzyszenie Magnolia we współpracy z Kijowską Szkołą Artystyczną nr 5. Przez dziewięć dni uczestniczki miały poznawać kulturę sąsiada, wspólnie tworzyć, pracować reportersko i przede wszystkim sprawdzić, co wydarzy się wtedy, gdy osoby z dwóch różnych miejsc spotkają się nie na ekranie, ale przy jednym stole.
Spotkanie odbywało się w czasie, którego nie da się pominąć. Od lutego 2022 roku Ukraina mierzy się z pełnoskalową rosyjską inwazją. Dla polskich uczestniczek wojna jest obecna w wiadomościach, rozmowach i obrazach, które docierają do nas każdego dnia. Dla ich ukraińskich koleżanek jej konsekwencje są częścią codzienności. Podczas wymiany nie chcieliśmy jednak, żeby wojna stała się jedynym tematem rozmów. Równie ważne było to, żeby dziewczyny mogły rozmawiać o zwyczajnych sprawach, śmiać się, tworzyć, zwiedzać i po prostu spędzać ze sobą czas.
Jednym z pierwszych wspólnych zadań były warsztaty językowe. Dziewczyny poznawały podstawowe zwroty po polsku i ukraińsku, tworzyły własny słownik projektu i próbowały prowadzić krótkie dialogi. Szybko jednak okazało się, że nauka języka nie kończy się wraz z warsztatem. Nowe słowa pojawiały się przy stole, w autobusie, podczas spacerów i wieczornych rozmów. Czasem trzeba było coś powtórzyć trzy razy, czasem poszukać odpowiednika w innym języku, a czasem po prostu pokazać, o co chodzi.
Wspólny stół był zresztą jednym z ważniejszych miejsc podczas tych dziewięciu dni. Dziewczyny przygotowywały posiłki w mieszanych grupach, poznawały polskie i ukraińskie smaki i rozmawiały o zwyczajach wyniesionych z rodzinnych domów. Gotowanie szybko przestało być kolejnym punktem programu. Stało się częścią codzienności, tak samo jak rozmowy, żarty czy wspólne planowanie kolejnego dnia.
Program prowadził uczestniczki także poza Połchowo. Były Władysławowo, Osłonino, Mrzezino, Chwaszczyno, Oliwa i Gdańsk. Każde z tych miejsc dawało trochę inny materiał do obserwacji i pracy.
We Władysławowie dziewczyny ruszyły w teren jako młode reporterki. Obserwowały nadmorską przestrzeń, fotografowały, nagrywały i szukały tematów do własnych opowieści. Trzeba było zdecydować, co warto pokazać, kogo zapytać i jaki szczegół zatrzymać na zdjęciu. Zwykły spacer zamienił się w ćwiczenie z uważnego patrzenia. Z zebranych materiałów powstawały później teksty, zdjęcia i krótkie filmy. Dziewczyny prowadziły dziennik projektu, dokumentowały kolejne dni i pracowały nad filmem „Jeden dzień”. Nie wszystkie decyzje były podejmowane z góry. Uczestniczki miały wpływ na to, co chcą pokazać i jak opowiedzieć o swoim doświadczeniu.
Obok reportażu ważne miejsce zajęła sztuka. Powstawały obrazy i indywidualne prace inspirowane morzem, światłem i przestrzenią, ale również kulturą polską, ukraińską i kaszubską. Były prace wykonywane wspólnie i takie, w których każda z dziewczyn szukała własnego sposobu na pokazanie tego, co zobaczyła. Płótna i kartki stopniowo zapełniały się kolorami, symbolami i pomysłami, które pojawiały się w trakcie kolejnych dni.
Ważnym tematem była również historia, ta wielka i ta najbliższa. Podczas warsztatu „Moja miejscowość – moja historia” uczestniczki opowiadały o miejscach, z których pochodzą. O swoich miastach i miejscowościach, rodzinach, codzienności, wspomnieniach i wydarzeniach, które miały wpływ na ich życie. Dzięki temu historia przestała być tylko czymś zapisanym w podręcznikach. Zaczęła mieć konkretne adresy, twarze i rodzinne opowieści.
Na Kaszubach dziewczyny poznawały z kolei lokalną kulturę. Podczas spotkania w Chwaszczynie rozmawiały o tradycjach, kuchni, hafcie i działalności lokalnej społeczności. Mogły zobaczyć, że kultura regionu nie jest wyłącznie czymś, co ogląda się w muzeum. Jest obecna w języku, przepisach, rękodziele i codziennym życiu mieszkańców.
W Gdańsku ważnym punktem programu było Europejskie Centrum Solidarności. To miejsce związane z historią Solidarności, przemianami społecznymi i walką o prawa obywatelskie stało się także punktem wyjścia do rozmowy o wolności i odpowiedzialności za własną przyszłość.
Kilka dni wcześniej grupa odwiedziła Oliwski Ratusz Kultury, gdzie spotkała się z Andrzejem Stelmasiewiczem. Rozmowa dotyczyła kultury, lokalnych inicjatyw i działań podejmowanych przez mieszkańców. Na zakończenie spotkania uczestniczki otrzymały książkę z wierszami. Wtedy była po prostu miłą pamiątką. Kilka dni później jeden z utworów z tej książki wrócił podczas pożegnalnego spotkania i zabrzmiał już zupełnie inaczej.
Im bliżej końca, tym mniej potrzebne były zaplanowane ćwiczenia integracyjne. Dziewczyny znały się już na tyle dobrze, że same organizowały sobie czas. Rozmowy przedłużały się po kolacji, ktoś pokazywał zdjęcia z danego dnia, ktoś montował film, ktoś kończył obraz. Pojawiły się własne żarty, małe rytuały i historie, których nie było w żadnym harmonogramie.
Ostatni dzień był czasem podsumowania. Wspólnie oglądałyśmy zdjęcia i filmy, pokazywałyśmy wykonane prace i rozmawiałyśmy o tym, co zapamiętamy. Było dużo śmiechu, ale były też łzy. Dziewięć dni wystarczyło, żeby nawiązać bliskie znajomości. Nie wystarczyło, żeby mieć poczucie, że wszystko zostało dopowiedziane. Następnego dnia trzeba było się pożegnać. Na dworcu nie było już warsztatów ani kolejnych punktów programu. Były walizki, telefony, ostatnie zdjęcia i uściski.
Od zakończenia wymiany minęło już ponad dwa tygodnie. Dziewczyny wróciły do swoich szkół, rodzin i codziennych obowiązków. W Połchowie nie ma już wspólnego gwaru, a zdjęcia z kolejnych dni zostały w telefonach i na komputerach. Kontakt jednak pozostał. Podobnie jak wspomnienia. Nie potrzebują już harmonogramu ani kolejnego punktu programu, żeby do nich wracać.
Tytuł projektu – „Jeden dzień: Równoległe światy” był punktem wyjścia do spotkania dwóch grup, które miały różne doświadczenia, języki i codzienność. W praktyce najważniejsze rzeczy działy się często pomiędzy zaplanowanymi zajęciami: przy wspólnym posiłku, podczas spaceru, w czasie wieczornej rozmowy, wpólnych piosenkach i beztroskiej zabawie.
I może właśnie dlatego jeden dzień trwał dziewięć dni.
Projekt „Jeden dzień: Równoległe światy / One Day: Parallel Worlds”
Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Polsko-Ukraińska Wymiana Młodzieży 2026
Projekt współfinansowany ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w ramach programu RITA – Przemiany w regionie, realizowanego przez Fundację Edukacja dla Demokracji
Link do kroniki: One Day Dziennik
Link do filmu na YT: https://youtu.be/Mw4lj8u2Zq4youtu.be
Link do wpisu na fb: https://www.facebook.com/magnoliastowarzyszenie
Link do wpisu na IG: https://www.instagram.com/magnolia_stowarzyszenie/




















